sobota, 30 grudnia 2017

Zimową porą


Witajcie po długiej przerwie. 

Dawno mnie tutaj nie było, ogarnęła mną jakaś taka medialna niemoc i chyba tylko fakt, że mam długi świąteczno/noworoczny urlop, który spędzam, tak jak się urlopu spędzać nie powinno, bo chorując, to zaglądnęłam na bloga.
Od mojego ostatniego wpisu sporo się zmieniło.
Odeszło suche i męczące lato i pojawiła się jak ja ją nazywam "listopadowa" jesień. Opadły liście i szybko zrobiło się "brudno", deszcz, błoto, wilgoć i ogólnie pojęte"fuuuj".
Na szczęście wystarczyła jedna noc- jedna, śnieżna noc i od razu jest przyjemniej. Aparat w telefonie wprawdzie zgłupiał od nadmiaru bieli, ale zawsze coś tam zobaczycie.


Śnieg z deszczem i mróz, stworzyły na grillu tynk, którego ze względu na fatalna jesienną pogodę nie zdążyliśmy zrobić, jeszcze tylko kolor do poprawki i może zostać.


 Jak widać, ktoś już tu przede mną był 😜.


Karmnik dla ptaków w zimowym maskowaniu. Podobnie jak rok temu otworzyliśmy zimową stołówkę i ponownie, odnieśliśmy sukces jakich mało. Przy dwóch karmnikach na ziarno trwają ciągłe przepychanki, o bałaganie jaki z tego jest nie wspominam. Za to karmnik na łojowe kule ma kilku stałych bywalców i tam porządek jest.



Widok z okna na nazywaną przez miejscowych "mroźną dolinę".


 Im głębiej w las.....tym zimniej, brrr


 i tłoczniej.



Jako, że jest to ostatni w tym roku post, życzymy Wam kochani, wierni i przypadkowi czytelnicy samych pięknych chwil w Nowym Roku 2018 i spełnienia najdzikszych marzeń.


                                                                                                                 Kasia i Grażyna

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Jukataaan 2017

czyli jak to kwitły juki w 2017

Żeby nie zanudzać opisami jak, gdzie i kiedy no i ofkors dlaczego, bo to wszystko już było tu, dzisiaj w większości zdjęcia😜.


Początek kwitnienia😃

"Designerskie" 😉 pojemniki na drewno, zrobiliśmy z pociętej blaszanej 300 litrowej beczki, która została nam w spadku po murarzach/po remoncie chaty.Chyba wyglądają nieźle, bo sąsiad myślał że kupiliśmy 😂😂😂.





zielonooo
"Półklatka" z siatki na pierwszym planie to resztka z podpory jaką robiliśmy dla powojnika. Żal było wyrzucić to wcisnęliśmy w rabatkę, teraz "rośnie" pod nią biały kamień i biedna obgryziona w zimie jakaś kulista forma tujki. O drobną, delikatną i przyjemną w dotyku trawę w środkowej części zdjęcia pytało wiele osób na instagramie, któregoś pięknego dnia przytargała ją moja latorośl ze spaceru w lesie. Mam zamiar rozpocząć w tej sprawie dochodzenie, ale ponieważ, temat nie jest palący, odkładam go na "kiedyś".



Na żywo był lepszy efekt 😏

Przedogródek powoli zarasta,
W donicach przy ścianie rośnie Rozplenica słoniowa "Vertigo", była droga jak diabli ale wygląda całkiem dobrze. Zobaczymy, czy uda się ją przezimować.

...a trawnik powoli usycha.

sobota, 17 czerwca 2017

Skrzynie na pomidory


Witajcie,

dzisiaj znowu roboczo i znowu o ogrodzie.

 Zbudowaliśmy skrzynie na pomidory. Początkowo w planach były dwie o identycznym wyglądzie jak ubiegłoroczne tu doczytacie więcej, ale tłumacząc przyjaciółce jak ma zrobić swoje skrzynie na pomidory doznałam olśnienia 😇. Skrzynie na jarzyny o wysokości 50 cm to rozumiem, siądzie sobie człowiek na brzegu, coś tam sobie podłubie, za bardzo schylać się nie trzeba, ale przy pomidorach dostęp do najniższej partii, w okolicach korzeni jest właściwie zbędny, bo owoce są wyżej. I tak z dwóch 50 cm wysokości skrzyń, nagle zrobiły się skrzynie 4. 😂
No ale, dwie czy cztery, pomalować było trzeba.

Świerkowe drewno pomalowane na czereśniowy kolor, nie wiem jak mi się to udało, ale o malowaniu słupków zapomniałam.  

Skrzynie wypełniliśmy kompostem, do czterech skrzyń weszło nam prawie 2 tony kompostu, trochę miejsca musiałam zostawić na słomę, bo gdyby nie ona to pewno weszło by tam jeszcze z 400 kg. Po kompoście nie chodzimy, ale po roku zauważyliśmy że w starych skrzyniach osiadł i będziemy musieli do nich dosypać. 
Pomidory, no nie czarujmy się, zdecydowanie zbyt wcześnie posiane, powyrastały do nieprzyzwoitych rozmiarów( więcej znajdziecie tu) i aklimatyzacja była chwiejnie bolesna. Zimni ogrodnicy w tym roku mój rejon zapomnieli wpisać do terminarza, przez co nie tylko noce ale i dni były ciepłe, żeby nie powiedzieć upalne. Norweska prognoza pogody twierdziła, że od połowy maja zaczyna się lato, tak zabrałyśmy się z Zimną Zośką do sadzenia pomidorów.  


Byłyśmy dzielne, poszło nam to niespodziewanie szybko i jedynie przy wbijaniu prętów/podpór posiłkowałyśmy się męskim ramieniem.


Użyliśmy położonych na płasko krawężników, aby drewno nie stykało się z mokrą ziemią, wewnątrz deski są obite i zabezpieczone grubą folią.

Za skrzyniami ulokowała się 300 litrowa beczka na wodę z uroczym kranikiem do którego wpinam węża i podlewam.

Po jakimś tygodniu, gdy ziemia się już dobrze nagrzała, pomidory dostały słomianą wyściółkę, żebym się za bardzo nie namęczyła i nie musiała ich tak często podlewać. Owa wyściółka była super do momentu, kiedy trwające chyba tydzień ulewne deszcze nie przemoczyły ziemi tak, że zrobiło się z niej błoto. Pomidory się zdziwiły, bo w nogach woda, na liście zaczął palić ponad 40 stopniowy żar i oklapły. Jeszcze na dodatek słoma tak pięknie tą wodę tam zatrzymuje ehhh. Ściąganie słomy zabrało mi jakieś 20 minut i teraz się suszą i teoretycznie dochodzą do siebie. Ale to tylko teoria, bo pogoda świruje. W dzień jest 40 kilka stopni w słońcu a w nocy 12, max 15 . Jak to podsumuję, to gdyby nie odżywka która mam na włosach to stanęłyby dęba z przerażenia.

Korzenie zalane wodą, która nomen omen na pewno wypłukała wszystkie składniki odżywcze, liście i owoce w palącym słońcu przez jakieś min 12 h a do tego zimne noce....

Ale, żeby nie było, że chcę coś wykrakać, ani nie kraczę ani NIC nie przywołuję. Niech rosną zdrowo i pięknie owocują. A tego ostatniego strasznie ciekawa jestem. Pierwsze owoce są już na krzakach, nie na wszystkich, ale są 😁 a oto kilka z nich.

Pomidor "Tigirella" już zaczynają się pojawiać prążki.

Pomidor "Malinowy Retro"

Pomidor nazwany przeze mnie "Śliwkowy"

Pomidor "Malinowy Warszawski"

Pomidor "Black Russian", pierwszy owoc okazał się dziwolągiem, ale następne są już cacy 💖



cdn.

piątek, 9 czerwca 2017

Wiosna w Skrzynkowie

Witajcie

Czerwiec już wprawdzie, więc bardziej latem niż wiosną pachnie.
Ci którzy zaglądają na mój instagram, szpinak gigant już widzieli, ale dla pozostałych wstawiam dzisiaj.
Odpowiem zanim zapytacie.
Szpinak Olbrzym Zimowy, posiany w jesieni, przetrwał mroźną zimę a gdy zrobiło sie deko cieplej wyrósł jak na drożdżach.


Tempo wzrostu widoczne w porównaniu z rukolą wysianą obok.

Niczym nie podsypywałam, ot tak sam od siebie zrobił się duży.



 I ta sama rukola dwa dni później ale szpinak zdecydowanie większy.

Przyznaję że podczas zbioru miałam wątpliwości, ale dr Google je rozwiał 😀



Skrzynie wczesną wiosną, w ostatniej przykryty przed przymrozkami, jak się okazało niepotrzebnie, szpinak gigant.

Kolejnym po szpinaku warzywem, któremu chłody nie przeszkadzały była roszponka, chociaż ciepłe dni sprawiły że mamy jej zatrzęsienie 😱


Roszponka, roszpunka, kozlicek polnicek czy jak kto woli Valeriana locusta rośnie jak szalona.
 Wysiałam pół paczki mixu pietruszkowego, znaczy się miały tam być pietruszki różnej maści, znaczy się natki a co jest widać...
Pietruszka uprawiana głownie na świeżą natkę.
 Sałata rosnąca w buraczkach nie ma mocno czerwonych liści, ale za to, ta rosnąca w pełnym słońcu już ma.





Chociaż fioletowa fasolka szparagowa zawiodła mnie rok temu, że nie "trzymała" koloru, to w tym roku jako pierwsza wyskoczyła z ziemi i solidnie wyprzedziła inne koleżanki.


U "Purple Queen" pojawiły się już pierwsze kwiaty, a "Luna" dopiero wyłazi z ziemi...

 Poniżej na zdjęciu pierwsza kwitnąca dynia, taka byłam zaaferowana tym faktem, że nawet nie spojrzałam, która to dynia kwitnie, teraz to już ciężko, bo kwitną poza patisonami i cukiniami mini, wszystkie. No wiem, wiem nie powinno się sadzić ich razem, ale hektarów nie posiadam a odwagi na to, żeby posadzić cukinie w kwiatkach i rabatkach mi zabrakło. Może w next roku, się zobaczy.
Pierwszy kwiat dyni.

 Buraczki na botwinkę sobie pięknie rosną, mangold (czasem nazywany burakiem szpinakowym) również, tylko kto to będzie i kiedy, się pytam jadł?




W kwestii sałat, w tym roku wymyśliliśmy sobie, żeby nie ucinać całych główek do zjedzenia, tylko obrywamy dolne liście i jak na razie super, mamy 12 sałat i 6 krzaczków rukoli i nie możemy ich z sąsiadami przejeść.
Taka byłam mała, słodka i urocza...

..a teraz taki krzaczor ze mnie.
 I z ogrodu to na dzisiaj tyle, trzymajcie się cieplutko.



sobota, 13 maja 2017

Alert 10! Kleszcze!

Witajcie!


Dawno mnie tu nie było. Trochę pochłonęły mnie studia magisterskie a trochę życie prywatne. :) Sami na pewno wiecie jak ciężko powrócić do aktywności po dłuższej przerwie. Dziś podzielę się z Wami kilkoma sposobami na walkę z kleszczami! Jako, że boje się wszelkiego robactwa, to temat ten jest zdecydowanie dla mnie! Na szczęście kleszcze mnie jeszcze nie zaatakowały, ale jestem w grupie ryzyka, bo od miesiąca biegam po terenach leśnych a mama? Mama siedzi w swoim ogródku i jest idealnym kandydatem!


A jest się czego bać. Niestety tak! Nie jest prawdą, że kleszcze pojawiają się na wiosnę. Ich aktywność zaczyna się już przy temperaturze 4-5°C. Żyją głównie w wysokiej trawie i na krzewach. Spotkamy je nie tylko w lesie, ale i na łąkach, w wodzie, w parkach i ogródkach. Czyli właściwie wszędzie. Nawet w mieszkaniu na sofie, gdzie się dostaną za pomocą naszych czworonożnych milusińskich. Dla osób niezaznajomionych z tematem, kleszcze to nie tylko te "pestki" które zwykle widzicie na zdjęciach. To również maleńkie nimfy wielkości ziarenka maku. Kleszcze przenoszące groźne dla życia choroby występują wszędzie, poza teoretycznie wysokimi górami, oraz miejscami suchymi i mocno nasłonecznionymi. Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku mam jednak wątpliwości. Z drzew kleszcze nie skaczą, ale z krzewów, gdzie się dostały bądź to z sarny, bądź wlazły tam i oczekują na potencjalnego żywiciela to już prawda. Obszerny artykuł dot. kleszczy znajdziecie tu. Przyznam, że sama go przeczytałam z ciekawością i chociaż przy cyklu rozwojowym się lekko zawiesiłam, to po trzykrotnym przeczytaniu już kumam. 😉

tak wygląda najedzony kleszcz 



  • Aplikacja repelentów
    Repelenty w 100% nie chronią, ale zawsze jest to więcej niż nic. Po każdej wycieczce dokładnie przeglądnijcie zarówno siebie jak i swoich najbliższych. Co do czasu zakażenia, ilu naukowców tyle opinii. A ja, jak już, to się trzymam wersji czasowo najkrótszej.

  • Używanie zapachów
    Kleszcze są podobno dość wybredne i nie lubią niektórych zapachów. W związku z czym można przed wycieczką na łono przyrody zamienić ulubione Dior'y na jakże piękne zapachy: olejku goździkowego, tymiankowego, szałwiowego czy też olejku z mięty pieprzowej. W internecie proponują by trochę je rozcieńczyć (5 kropel olejku+50 ml oleju roślinnego), żeby jakoś swobodnie dojść jednak do tego lasu.



  • Wypicie piwa
To dosyć kontrowersyjna metoda. Nie doszukałam się badań amerykańskich specjalistów, którzy ją potwierdzili, ale jedno jest pewne- piwo zawiera witaminę B, która zmienia skład naszego potu. Ponoć to odstrasza kleszcze, ale jest też szansa, że do lasu pójdziemy sami. 😛

  • Czosnek

    A więc nie tylko działa na wampiry!!!! Im więcej czytam o tych sposobach tym większe moje wrażenie nierównej walki... To co odstrasza kleszcze, odstraszy też ludzi... Niemniej jednak gdyby ktoś był zainteresowany to intensywna woń czosnku miesza się z ludzkim potem i w ten sposób odstrasza kleszcze.




  • Odpowiednie ubranie

    O wreszcie coś normalnego. Może nie działa w 100 %, ale to chyba lepsze od poprzednich propozycji. Idąc do lasu ubierajcie się w długie spodnie, długi rękaw i najlepiej włóżcie jakąś czapkę z daszkiem czy kapelusz. Fama głosi, że kleszcze mniej interesują się ubranymi na biało, niestety fachowcy tego nie potwierdzają. Białe tkaniny są używane do "zbierania" kleszczy, które na tym to jasnym tle są doskonale widoczne.
* a co oznacza Alert 10! - oznacza najwyższe niebezpieczeństwo ze strony kleszczy, gorące powietrze i bardzo wysoka wilgotność, tak więc uważajcie na siebie! 


pozdrawiam Kasia 💋