czwartek, 5 maja 2016

Szybkie i różne zakupy ogrodowe

Kwiecień się skończył a wraz z nim miejmy nadzieję, że skończyła sie przysłowiowa kwietniowa pogoda. Po kilku dniach letnich upałów nastało kilka zimnych nocy z przymrozkiem ok -5*C. Umarzło wszystko co tylko mogło... Na szczęście moja mini rozsada nie ucierpiała, bo każdy wieczór była grzecznie chowana do garażu. A pomidory, wprawdzie wyciągnięte, panoszą się na parapecie i już się nie mogę doczekać kiedy stamtąd znikną.



Moim ostatnim must have był wycinak do trawy. Przeglądnęłam oferty, porównałam i kupiłam taki oto jak poniżej. Po pierwszym użyciu stwierdzam, że jest spoko. Gdyby jeszcze chciał SAM pracować, to byłabym wniebowzięta. Cena była przyzwoita, jakość wykonania przyzwoita, tylko pan kurier był mało przyzwoity, bo jak się mówi: "na recepcji zostawić" to znaczy "na recepcji zostawić" a nie tachać po sąsiadach. I zabrzmiało to tak, że niby  w hotelu mieszkam :P.

No nie byłabym sobą, gdybym od razu nie wypróbowała. Wyszło jak wyszło, ale z czasem dojdę do perfekcji :). 


Z żywych zakupów, to pojechaliśmy kupić brzozy Doorenbos. Żeby nie było, maile z zapytaniami/zamówieniami zostały rozesłane po szkółkach a odpowiedzi przyszły, czyli korespondencja wymieniona. Usłyszałam: "rośliny są i czekają". Pojechaliśmy, a na miejscu.... było różnie.

Nie wymieniając szkółek po nazwach napiszę:
- pierwsza, totalny bałagan we wszystkim, ani ekspozycji, ani nazw, ani cen, ani sprzedawców, normalnie ani ani,
- druga, nazwijmy ją kompaktowa, niby wszystko jest, wszystko podpisane, wycenione, ale ilości zatrważająco małe, a brzoza papierowa to to samo co brzoza Doorenbos ehhh,
- trzecia, dużo dobrego towaru, wszystko podpisane, wycenione, uporządkowane, nooo była by 5+ gdyby nie kulawy wjazd, wyjazd i brak parkingu z prawdziwego zdarzenia a ludzi tłuuumy.

 W sumie zakupy udały się połowicznie. Kupiliśmy brzozy Doorenbos, ale tylko 6 szt. zamiast planowanych 10, średnio po 20 zeta /szt. Tutaj jedna sztuka Doorenbos kosztuje 2000 koron, co w przeliczeniu wychodzi jakieś kuriozalne 300 złotych!!! Kupiliśmy też 4 szt. brzozy papierowej. Ładne były, brutalnie tanie były, tylko teraz mam zagwozdkę gdzie ja je posadzę. Niby druga część ogrodu czeka na swoją kolej, ale co ten słup? Co Ci elektrycy? Przesadzę chyba do wielkich donic i poczekam. W szkółce rosły w donicach to może i u mnie wytrzymają rok i będą rosły.


Kupiliśmy 20 szt. jałowca płożącego Juniperus Wiltonii, całkiem ładnie rozrośnięty w sam raz na obsadzenie jednej z trzech skarp.



Niestety nie udał się zakup miskanta gracillimusa, bo ponoć za wcześnie, no to poczekam. Przed zakupem zadzwonię, żeby zamówić. Tutaj niby jest, ale za 10 szt. zapłacę 180,- złotych a w Krakowie za owe 180,- zeta,  będę miała 20 szt. a to lekka różnica jest.

O zakupionych nawozach do trawy, tujek, iglaków i innych mniej lub bardziej zielonych roślin nawet nie wspominam. Może kiedyś będę używała nawozów naturalnych, no może kiedyś, ale na razie jak to mówi mój tata: "chodzimy i rozrzucamy pieniądze na ziemię i pod drzewa".