poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Pomidorowa joga


Witajcie

Dzisiaj wracam do ubiegłorocznego tematu pomidorów, pamiętacie jak się zaklinałam, że nie będę już sadziła w domu, i że nie będę  z nimi mieszkała i jeszcze kilka innych "nie". No to jak pisałam w poście "Idziemy w pomidory" w owe pomidory weszłam. Ehhh, "nie miała baba kłopotu, kupiła sobie prosię....". No.


Do posianych, w trzech terminach 12 odmian, dołączyło na początku kwietnia jeszcze 6!!! 

Ale te jak na razie marniutko. Wzeszły tylko 4 odmiany i to pojedyncze szt. 
A szkoda, bo planowałam mieć jedną "czarną" skrzynię. Czarną, bo z czarnymi odmianami. W chwili obecnej jedyne co mogę na ten temat powiedzieć, to to, że CZARNO tę czerń widzę 😕.

A prawda, że ładne?

💕💕💕

Cały wczorajszy dzień spędziłam na "pomidorowej inwentaryzacji". Nauczka na przyszłość, nie dać się sprowokować instagramowym "pomidoromaniaczkom", które sieją pomidory już na początku lutego. One mają szklarnie, tunele itd a ja mam zimną Zośkę i trzech ogrodników. 
Zakładałam, że skoro mieszkam trochę bardziej na południe od naszego polskiego południa, to tu cieplej będzie. Było to, jak się okazuje, błędne założenie.

Ale wracając do pomidorów. Mamy 24.04 do wysadzenia pomidorów do skrzyń mam prawie miesiąc, a one mają już z 60 cm!!! No wiem, wiem, mogę je na leżąco posadzić, wtedy, z łodygi pozbawionej liści wyrosną korzenie i wszystko będzie cacy. Jak się okazuje, niestety nie wszystko. No bo po co sadziłam tak wcześnie? No po to, żeby wczesne odmiany owocowały wcześnie. A jak zakopię półmetrowe łodygi, to pomidor o owocowaniu będzie myślał dopiero jak się ukorzeni. Czyli tak na prawdę to jakieś dwa miesiące pracy na darmo. Jeden to w lutym a drugi w maju i jeszcze w bonusie owocowanie miesiąc później. 
Czyli podsumowując: posiałam wcześniej a zbiorę później aaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!

Po takim rozpatrzeniu sprawy, wczoraj nastąpił pogrom. 
Pomidorowy las został ujarzmiony. 

Przed. Najmniejsze pomidory po prawej stronie to Black Russian.

Zdjęcie nieostre, ale las widać 😜

Malinowe, to te w środku, wyglądają dziwnie.😕

I jeszcze jedno okno i znowu marne malinowe.

U kilku nawet jakieś tam mikro-pąki kwiatowe zaobserwowałam, o to tu na tym zdjęciu.

Powoli tworzą się kwiatostany.

Wysokie, wyrośnięte, wyciągnięte pomidory zostały przesadzone do większych doniczek. A to z racji tego, że musiałam do nich wcisnąć półmetrowej długości łodygi. Tak, że zażyły one ekstremalnie trudne ćwiczenia z jogi. W efekcie z 60 cm krzaka zrobiły się krzaczki 15 cm.

Po pogromie, najwyższe są Black Russian, których nie przesadzałam.
Jak na razie wygląda to tak sobie, ale mają prawie miesiąc, aby nabrać sił.

Takie się z nich urocze maleństwa zrobiły 😂 a że zabrały mi wszystkie blachy do pieczenia i tacki, to już inna bajka.
Za tymczasowe podpory posłużyły obcięte gałązki, w ogrodzie zastąpią je spirale.
Gałązki/podpory pod pomidory też postanowiły rosnąć, co niestety lekko kłopotliwe było, więc przy okazji zmniejszania lasu i z nimi zrobiłam porządek.



Uczciwie powiem, że kilka pomidorów tego zabiegu nie przeżyło, głównie odmiana Adonis, że niby tacy twardziele. Ale do kosza poszły zaledwie dwie szt., bo wujek Google twierdzi, że jak włożę taka złamaną łodygę do ziemi, to będzie rosła. Do wysadzania do gruntu jeszcze miesiąc, więc spróbować mogę. Odmiany już sobie pogrupowałam, wg planowanych nasadzeń w skrzyniach i obecnie mam nadwyżkę jakieś 20 szt, które przy sprzyjających warunkach pogodowych podaruję sąsiadowi, oraz 6 złamanych eksperymentów, z którymi jeszcze nie wiem co zrobię jak się za siebie wezmą, ale w kompostowniku nie wylądują, spoko.

Za oknem jesienno - zimowa aura, pada deszcz, sypie śnieg, wieje urywający głowę wiatr a temp tylko 5/8 stopni, w nocy przymrozki aaaaa!!! 
Czuję się okradziona z wiosny.


O właśnie wyjrzało słoneczko, tak więc, korzystając z wolnego dnia w pracy idę się zatyrać w ogródku. Miłego dnia kochani i oby szybko do wiosny, cmoook.